Gdy spacerowaliśmy już tak przez dłuższą chwilę, poczułem uciskający ból w klatce piersiowej. Ja wiedziałem co to oznacza. Sonate nie...
- Sonate. UCIEKAJ. - powiedziałem stanowczo.
- D-dlaczego... - powiedziała
- BO TAK. - Wrzasnąłem na nią a ona powoli zaczęła się cofać...
To była przemiana. Wtedy traciłem zupełnie panowanie nad sobą. Nie miałem pojęcia co robię. Mogłem nawet pozabijać moich bliskich... Ale wtedy było inaczej...
Po przemianie myślałem, że kontrola nad moim ciałem będzie trwała tylko przez chwilę. Myliłem się. Byłem zdziwiony faktem, że udało mi się zostać 'przytomnym'. Chciałem pobiec do Sonate. Ale ona by nie zrozumiała...Była tylko zwykłą i ziemską samicą. Gdyby nie była ziemska wyczuł bym to. Ja od zawsze byłem inny. Byłem smoczym jeźdźcem i dziecięciem w jednej postaci. Na początku to było dla mnie nie zrozumiałe. Smocze Dziecięta zabijały smoki, a jeźdźcy im pomagali. To było wręcz nie możliwe. Każdy wydobyty ze mnie smoczy krzyk był silniejszy. Z czasem gdy dorosłem nawet najsilniejszy wilk do mnie nie podszedł. Bał się mnie. Byłem postrachem terenów na których zamieszkiwałem. Moje rozmyślenia przerwał szelest liści z dalekiego dystansu. Szykowałem się do ataku. Ale... z krzaków wyszła Sonate.
- Kim jesteś? - zapytała szczerząc swoje marne kiełki. Na nic by się nie zdały. Nie zdołały by nawet rozciąć mojej skóry. Próbowała się na mnie rzucić lecz szybko powaliłem ją na ziemię i wniknąłem do jej umysłu uświadamiając jej, że to ja.
- Nickolas...?
- Tak i nie. Nie jestem Nickolas ale Connor. - odpowiedziałem.
- O-okłamałeś mnie? Czemu? - zapytała.
- Z początku nawet nie wiedziałem, że tak mam na imię. Nazwała mnie Alfa tamtej watahy... - puściłem ją.
- To jak wyruszamy nad to jezioro?
- Tak. Ale moja postać? Nie boisz się mnie? - zapytałem.
- Sonate? -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz